lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

- Przeciwnie, trzeba podnosić, co tchu podnosić!
Niech sobie posprowadzają cylindry z Paryża, paltoty z Wiednia...
Lokaj obniósł półmisek i zmienił talerze.
Był to już wieczór, kiedy po wybiciu herbaty wszyscy, z wyjątkiem panny Heleny, opuścili jadalnię i znaleźli się w gabinecie. Palono cygara. Korzecki z przepyszną miną trzymał w ustach olbrzymie jak marchew. Młody Kalinowicz rozpoczynał dalszy ciąg swej dysputy z ojcem, gdy wtem znowu wszedł lokaj, ostrożnie zbliżył się do Korzeckiego i coś mu szepnął do ucha.
- Ach, do mnie... Zapewne z listem?..:
- Nie wiem, proszę łaski pana inżyniera. Mówi, że ma pilny interes.
- Tutaj? - spytał Korzecki z niedbałym ruchem.
Nie wyjmując z ust cygara poszedł za lokajem.
Judym pragnął przyśpieszyć koniec tej wizyty, wyjść co prędzej. Ujął pod rękę młodego Kalinowicza i zapytał, dokąd poszedł Korzecki.
- Rozmawia z jakimś posłańcem, który go aż tu odnalazł.
W sercu Judyma przesunęło się marzenie: list od Joasi...
- Panie - rzekł cicho do młodego człowieka czy nie mógłbym zobaczyć tego posłańca? Oczekuję na pewną wiadomość, która mię bardzo niepokoi... Może to list do mnie...