Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Bartek zwrócił ku niemu twarz z zamyślonymi wyłupiastymi oczyma.
- Czegóż patrzysz jak cielę, co idzie na rzeź?... - szeptał Gwizdała.
- Ale ty, niebożę, idziesz na rzeź, i pewnikiem...
- Oj, oj! - jęknął Bartek.
- Boisz się? - pytał Gwizdała.
- Co się nie mam bać!...
Zorza stała się jeszcze czerwieńsza, więc Gwizdała wyciągnął ku niej rękę i szepnął dalej:
- Widzisz tę jasność? Wiesz, głupi, co to jest? To krew. Tu jest Polska, niby nasz kraj: rozumiesz? A hen tam daleko, gdzie się tak świeci, to właśnie Francja...
- A prędko zajedziewa?
- Albo ci pilno? Mówią, że okrutnie daleko. Ale nie bój się: Francuzy wyjdą naprzeciw...
Bartek zaczął pracować ciężko swoją pognębińską głową. Po chwili spytał:
- Wojtek?
- Czego?
- A na ten przykład, co to za naród te Francuzy?
Tu uczoność Wojtka ujrzała nagle przed sobą dół, w który łatwiej jej było wlecieć z głową niż wylecieć na powrót. Wiedział, że Francuzy to są Francuzy. Słyszał coś o nich od starych ludzi, którzy mówili o nich, że zawsze wszystkich bili; na koniec wiedział, że to jacyś bardzo obcy ludzie. Ale jak to tu wytłumaczyć Bartkowi. aby i on wiedział, jak dalece obcy.