ROZDZIAŁ XXIX
Atoli Basia od rana nazajutrz odbywała naradę z mężem...
Atoli Basia od rana nazajutrz odbywała naradę z mężem i panem Zagłobą, jak by dwa serca kochające się i uciśnione połączyć. Oni obaj śmieli się z jej zapału i nie przestawali jej drażnić, jednakże ustępując jej ze zwyczaju we wszystkim jak rozpieszczonemu dziecku, obiecali jej w końcu pomagać.
-Najlepiej - mówił Zagłoba - namówić starego Nowowiejskiego, żeby dziewki ze sobą do Raszkowa nie brał, że to i chłody już idą, i droga nie całkiem bezpieczna; natenczas młodzi często się tu ze sobą będą widywać i rozamorują się w sobie do reszty.
-O, to jest wyborna myśl! - zawołała Basia.
-Wyborna, niewyborna - odrzekł Zagłoba - ale ty ich swoją drogą z oczu nie spuszczaj. Tyś jest baba - i tak myślę, że w końcu ich zlutujesz, bo baba zawsze zrobi swoje; pilnuj jeno, żeby i diabeł przy tym swego nie zrobił. Byłby ci wstyd, że to z twojej poręki.
Basia poczęła naprzód prychać na pana Zagłobę jak kotka, po czym rzekła:
-Waćpan się chwalisz, żeś był za młodu Turek, i myślisz, że każdy Turek!... Azja nie taki!
-Nie Turek, tylko Tatar. Ładna kukła! Ona będzie za tatarskie afekta ręczyć!