Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
-Wiedziałem to dawno, że godny z waści kawaler - rzekł Kmicic.
-Nie o mnie tu chodzi, jeno o Wołodyjowskiego - odparł Charłamp - i przyznam się waćpaństwu, że się wielce o niego obawiam, aby umysł mu się nie pomieszał...
-Bóg go od tego ochroni! - rzekła pani Andrzejowa.
-Jeśli go uchroni, to pewnikiem habit wdzieje, bo powiadam waćpaństwu, że takiej żałości, jakom żyw, nie widziałem... A szkoda żołnierza! szkoda!
-Jak to szkoda? To chwały bożej przybędzie! - ozwała się znów Kmicicowa.
Charłamp począł wąsami ruszać i trzeć czoło.
-Owóż, mościa dobrodziko... albo przybędzie, albo i nie przybędzie. Policzcie no waćpaństwo, ilu to on pogan i heretyków w życiu zgładził, czym pewnie więcej Zbawiciela naszego i jego Najświętszą Matkę udelektował niż niejeden ksiądz kazaniami. Hm! Rzecz namysłu godna! każdy niech służy chwale bożej, jak najlepiej umie... Owóż, widzicie państwo, między jezuitami znajdzie się zawsze siła od niego mądrzejszych, a takiej drugiej szabli w Rzeczypospolitej nie masz...
-Prawda jest, jak mi Bóg miły! - ozwał się Kmicic. -Nie wiesz waszmość, czyli on został w Częstochowie, czy pojechał?