lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Wówczas puściła jego ramię, i uwalniając go z więzów, ozwała się po polsku, z bardzo nieznacznym obcym akcentem:
-Przepraszam pana. Taki wiatr...
-To nic - odpowiedział Władysław. - Ale może pani woli wsiąść do powozu, bo istotnie wichura zrywa się coraz częściej.
-Nie, dziękuję - odrzekła. -To, zdaje się, już bardzo blisko. Pójdę tylko osobno, bo muszę trzymać i woal i suknię.
W czasie tej rozmowy stali przez chwilę naprzeciw siebie, ale jakkolwiek była to krótka chwila, Krzycki porobił nowe odkrycia. Nie tylko bowiem stwierdził, że panna Anney jest rzeczywiście bardzo ładna i ma nadzwyczaj przeźroczą cerę, przy jasnych włosach, ale nade wszystko, że jej niebieskie oczy nie patrzą dwoma osobnymi promieniami, ale jakby jedną łagodną, niebieską i trochę zamgloną smugą. Krzycki na razie nie umiał zdać sobie sprawy, w czym leży jakiś odrębny i szczególny urok tego spojrzenia, ale odczuł go doskonale.
Tymczasem doszli do cmentarza. Krótka modlitwa zatrzymała wszystkich przy bramie, po czym orszak wsunął się między kołysane wiatrem topole i pozarastane nad krzyżami bujną trawą mogiły, w których spali chłopi rzęślewscy. Grób Żarnowskich stał w środku. W przodowej jego ścianie widać było otwór, wybity na przyjęcie nowego członka rodziny. Z boku widać było dwóch mularzy w zabielonych fartuchach, mających pod nogami ceber z rozrobionym cementem i stos świeżych cegieł. Trumnę ustawiono na piasku tuż przy otworze i księża rozpoczęli nad nią długie śpiewy. Głosy ich to wznosiły się, to opadały jak fale w rozkołysanym i sennym rytmie, któremu wtórował szum topoli, furkotanie chorągwi na wietrze i szmer pacierzy, odmawianych jakby mechanicznie przez chłopów. Następnie proboszcz rzęślewski rozpoczął mowę, ale ponieważ nie żył dobrze z nieboszczykiem, przeto polecał go więcej miłosierdziu Bożemu, niż chwalił. Naokół widać było twarze krewnych Żarnowskiego, poważne i odpowiednio do chwili skupione, ale ani zbolałe, ani zalane łzami, raczej obojętne, z wyrazem oczekiwania, a nawet i nudy. Trumna również zdawała się tylko czekać na zakończenie obrzędu, jakby jej pilno było do tej piwnicy i do tych ciemności, dla których była właściwie przeznaczona. Tymczasem po przemówieniu znów poczęły się nad nią kołysać śpiewy. Chwilami milkły, a wówczas słychać było tylko hulaninę wiatru po topolach. Na koniec wysoki, jakby przerażony głos zaintonował requiem aeternam... i spadł nagle, jak słup kurzu skręcony wichrem - a po chwilowym milczeniu zabrzmiało pełne ulgi: "wieczny odpoczynek" - i ceremonia była skończona.