Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Więc rad z takiego obrotu rzeczy, zabrał ze sobą tęgiego fornala, który podjął się zawieźć go do miasta, i wrócił do dworu, by ruszyć po doktora. Lecz tu czekała go niespodzianka, albowiem przed gankiem nie było już ani śladu bryczki, w ganku zaś stał stary lokaj Antoni z twarzą bezradną i panna Marynia, blada, przestraszona, ze łzami w oczach, która ujrzawszy go, poczęła wołać:
-Jak pan mógł pozwolić jej samej jechać! Jak pan mógł pozwolić!?
-Panna Anney sama pojechała do miasta?! - zakrzyknął Groński.
I na twarzy jego odbiło się takie zdumienie, iż łatwo było odgadnąć, że nie stało się to z jego wiedzą i wolą.
-Na Boga! - mówił - wyprawiła mnie na folwark dla zarządzenia obrony i ani mi do głowy nie przyszło, że tymczasem skoczy na bryczkę i pojedzie. Ani mi do głowy nie przyszło.
Ale Marynia nie przestała lamentować.
-Zabiją ją w lesie, zabiją - powtarzała, załamując ręce.
Groński, by ją uspokoić, obiecał jej, że natychmiast wyśle pomoc, ale wróciwszy na folwark, zaczął rozumować; jeśli sam siądzie na koń i pojedzie, to nic nie wskóra, a zostawi dom bez męskiej głowy i Marynię bez obrony; jeśli wyśle parobków, to nim dojadą do lasu, panna Anney go minie. Musiała przecież jechać co koń wyskoczy. Można jej było zabezpieczyć jako tako powrót, ale posyłać ludzi dla zabezpieczenia jej przejazdu przez las w stronę do miasta było stanowczo zbyt późno.