lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

12 września

Parę dni była poza domem, pojechała po Alberta. Gdy ją dziś odwiedziłem...
Parę dni była poza domem, pojechała po Alberta. Gdy ją dziś odwiedziłem, wyszła ku mnie na próg swego pokoju, a ja z wielką radością ucałowałem jej rękę.
Kanarek siedzący na zwierciadle sfrunął na jej ramię. — Mój nowy przyjaciel — rzekła i podsunęła mu dłoń — trzymam go dla moich dzieci. Taki jest miły! Proszę popatrzeć! Kiedy mu daję chleba, trzepocze skrzydłami i tak ślicznie dziobie. Czasem też całuje mnie, niech pan spojrzy. — Gdy podała mu usta, ptaszek przywarł do jej słodkich warg, jakby świadomy szczęścia, którego mu udzielała.
— Niech pana też pocałuje — rzekła i podała mi go. Mały dziobek przeniósł się z jej ust na moje i kłujące jego dotkniecie było jak tchnienie, jak przeczucie najwyższej rozkoszy.
— Jego pocałunek nie jest wolny od pożądania — rzekłem. — Ptaszek szuka jedzenia i pusta pieszczota nie zadowala go.
— On je mi z ust — rzekła. Podała mu kilka okruszynek na wargach, uśmiechających się radością niewinnej, lecz świadomej miłości.
Odwróciłem głowę. Nie powinna tego robić! Nie powinna podniecać mej wyobraźni tymi obrazami niebiańskiej niewinności i szczęścia, nie powinna budzić mego serca, gdy je na chwilę uśpiła obojętność życia. Ale właściwie — dlaczego? Tyle ma do mnie zaufania! Wie, jak ją kocham!