Rozdział IV WROGOWIE
Pewnego wrześniowego wieczoru, gdzieś po dziewiątej, u ziemskiego doktora Kiriłowa zmarł na błonicę jedyny syn, sześcioletni Andriej. Zrozpaczona doktorowa stała na kolanach przed łóżeczkiem zmarłego dziecka, kiedy w przedpokoju rozległ się dzwonek...
Pewnego wrześniowego wieczoru, gdzieś po dziewiątej, u ziemskiego doktora Kiriłowa
zmarł na błonicę jedyny syn, sześcioletni Andriej. Zrozpaczona doktorowa stała na kolanach
przed łóżeczkiem zmarłego dziecka, kiedy w przedpokoju rozległ się dzwonek.
Cała służba jeszcze rankiem została odesłana z domu. Kiriłow bez surduta, w rozpiętej
kamizelce, nie wycierając mokrej twarzy i poparzonych karbolem rąk, sam poszedł otworzyć
drzwi. W przedpokoju było tak ciemno, że zobaczył tylko, że przybysz jest średniego wzrostu
i ma biały szalik i twarz, dzięki czemu w przedpokoju zrobiło się jakby jaśniej...
– Czy pan doktor jest w domu? – szybko zapytał przybysz.
– Jestem – odpowiedział Kiriłow. – Czego pan sobie życzy?
– Ach, to pan? Bardzo mi miło! – ucieszył się przybysz i zaczął szukać w ciemnościach
ręki doktora, znalazł i mocno uścisnął ją w swych dłoniach. – Bardzo...bardzo mi miło!
Znamy się z panem!.. Jestem Abogin... miałem przyjemność poznać pana latem u Gnuczewa.
Bardzo się cieszę, że zastałem pana w domu... Błagam, żeby pojechał pan teraz ze mną...