Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Świadkom–chłopom mówił per ty, na publikę krzyczał tak, że jego głos słychać było nawet na
ulicy, w stosunku do adwokatów zachowywał się nieznośnie. Kiedy adwokat zaczynał mówić,
siadał do niego nieco bokiem i zmrużywszy oczy patrzył się w sufit, chcąc tym pokazać, że
adwokat tu wcale nie jest potrzebny i że on go nie akceptuje i nie chce słyszeć; kiedy
występował ubrany na szaro obrońca z urzędu, wyostrzał słuch i mierzył go ironicznym,
druzgocącym spojrzeniem: o, proszę, jacy są teraz adwokaci! „No i co pan w końcu chce
przez to powiedzieć?” – przerywał. Jeżeli adwokat–krasomówca używał jakiegoś obcego
słowa i, dla przykładu mówił zamiast „fikcyjny” – „fiksyjny”, Piotr Dmitrycz nagle się
ożywiał i pytał: „Jak? Co takiego? Fiksyjny? A co to znaczy?” – i potem pouczająco
zauważał: „Proszę nie używać słów, których pan nie rozumie”. I adwokat, kończąc mowę,
odchodził na miejsce cały czerwony i spocony, a Piotr Dmitrycz, zadowolony z siebie,
uśmiechał się, świętując zwycięstwo, i odchylał się na oparcie krzesła. W swoim obchodzeniu
się z adwokatami naśladował trochę hrabiego Alekseja Pietrowicza, ale kiedy hrabia, na
przykład mówił: „Obrona, cisza!” – wychodziło to u niego naturalnie i po ojcowsku
dobrodusznie, u Piotra Dmitrycza zaś arogancko i sztucznie.