lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

koń i Łysek.
– A poszły z powrotem! – zamachnął się na nie.
Zatrzymały się, popatrzyły na siebie, potem na niego. Ruszył dalej, a one za nim. Wtedy się
zatrzymał i zaczął się zastanawiać. Nie mógł iść do mało znajomej wnuczki Głaszy z tymi
stworzeniami, nie chciał też wracać z powrotem i zamykać ich na podwórku, a i jak tu
zamkniesz, kiedy brama do niczego.
„Zdechną w szopie – myślał Zotow. – Może rzeczywiście do Ignata?”
Chata Ignata stała na pastwisku, jakieś sto kroków od szlabanu. Skierował się
niezdecydowany w jej stronę nie wiedząc, co robić. Kręciło mu się w głowie i miał ciemno
przed oczami...
Nie pamiętał dobrze, co się działo na podwórku rakarza Ignata. Przypominał mu się
później wstrętny, ciężki smród skóry, smaczna para, unosząca się nad barszczem, który
chłeptał Ignat, kiedy przyszedł Zotow. Widział jak we śnie, jak Ignat, przetrzymawszy go
przez dwie godziny, coś przygotowywał, przebierał się, rozmawiał z jakąś babą o chlorku
rtęciowym; pamiętał, jak koń został postawiony do kojca, po czym rozległy się dwa głuche
uderzenia: jedno w czaszkę, drugi od upadku dużego ciała. Kiedy Łysek, widząc śmierć
swego przyjaciela, rzucił się skowycząc na Ignata, rozległo się trzecie uderzenie, które
gwałtownie ucięło jego skowyt. Pamiętał jeszcze, jak sam, po pijanemu i z głupoty,
zobaczywszy dwa trupy, podszedł do kojca i nadstawił własny łeb...
A potem do samego wieczora stała przed jego oczami mętna mgła i nie potrafił rozróżnić
nawet własnych palców.