lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Zotow ogrzał się, poweselał.
– Mam do ciebie prośbę, Marku Iwanyczu – zaczął po szóstej szklance, bębniąc palcami po
ladzie. – Bądź tego...łaskaw, pożycz i dziś miarkę owsa.
Zza dużej skrzyni na herbatę, za którą siedział Mark Iwanycz, rozległo się głębokie
westchnienie.
– Daj, bądź łaskaw – ciągnął Zotow. – Herbaty, niech tam, nie dawaj dzisiaj, a owsa daj...
Wstyd prosić, zamęczyłem cię już swoją nędzą, ale... koń głodny.
– Dać można – westchnął kum. – Czemu nie? Ale na kiego czorta, powiedz, te zdechlaki
trzymasz? Żeby jeszcze koń porządny jakiś był, a to – tfu! Pożal się Boże... A pies – toż sam
szkielet! Na cholerę je karmisz?
– A co mam z nimi zrobić?
– Wiadomo co. Na rakarnię do Ignata zaprowadzić – i po sprawie. Dawno powinny były
tam się znaleźć. Tam ich miejsce.
– Może i masz rację!.. Chyba tak...
– Żyjesz z jałmużny i jeszcze bydło trzymasz – ciągnął kum. – Owsa mi nie szkoda...
Niech ci będzie, ale więcej już, bracie, tego... nie mogę ciągle dawać. Końca twej nędzy nie