lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

prawe oko. Zbliżał się nieśmiało i tchórzliwie się kręcąc jakby stąpał nie po ziemi, a po
nagrzanym piecu. Całe jego niedołężne ciało mówiło jak bardzo się boi. Zotow udawał, że go
nie widzi, ale kiedy pies, niepewnie ruszając ogonem i kręcąc całym ciałem, liznął go w
kalosze, gniewnie tupnął nogą.
– A poszedł mi stąd, żebyś zdechł! – krzyknął. – Przeklęty–y!
Łysek odszedł parę kroków i siadł, nie spuszczając z pana swego jedynego oka.
– Diabelskie nasienia! – ciągnął Zotow. – Tylko mi was, przeklętych, brakowało!
I z nienawiścią popatrzył w stronę szopy z krzywym, porośniętym dachem; zza jej drzwi
gapił się na niego duży koński łeb. Zachęcony chyba tym, że pan patrzy w jego stronę, łeb
zaczął się ruszać, naparł do przodu i na podwórko wyszedł siwy, cienkonogi koń z
zapadniętym brzuchem i kościstym grzbietem, tak samo niedołężny jak Łysek i tak samo
nieśmiały i zahukany. Zatrzymał się niezdecydowany jakby się zmieszał.
– A żeby was... – powiedział Zotow. – I kiedy to zejdziecie z moich oczu, faraony