Rozdział IX ŚWIATŁA
Na dworze niespokojnie zaszczekał pies. Inżynier Ananjew, jego pomocnik – student von Stenberg i ja wyszliśmy z baraku, żeby popatrzeć, na kogo szczeka. Byłem tu gościem i wcale nie musiałem wychodzić, ale po wypitym winie kręciło mi się trochę w głowie, więc ucieszyłem się z okazji odetchnięcia świeżym powietrzem...
Na dworze niespokojnie zaszczekał pies. Inżynier Ananjew, jego pomocnik – student von
Stenberg i ja wyszliśmy z baraku, żeby popatrzeć, na kogo szczeka. Byłem tu gościem i wcale
nie musiałem wychodzić, ale po wypitym winie kręciło mi się trochę w głowie, więc
ucieszyłem się z okazji odetchnięcia świeżym powietrzem.
– Nie ma nikogo... – powiedział Ananjew na dworze. – Czemu oszukujesz, Azorku?
Głuptas jeden!
Dookoła nie było żywej duszy. Głuptas Azorek, czarny podwórzowy kundel, chciał chyba
przeprosić za swoje niepotrzebne szczekanie, nieśmiało podszedł do nas i zamachał ogonem.
Inżynier schylił się i podrapał go między uszami.
– I czego, bydlątko, szczekasz bez potrzeby? – zapytał tonem, jakim dobroduszni ludzie
zwracają się do dzieci i psów. – Zły sen miałeś, tak? Oto, panie doktorze, przedstawiam panu
bardzo nerwowego subiekta! – powiedział, zwracając się do mnie. Może pan sobie wyobrazić,
nie znosi samotności, miewa straszne sny, nawiedzają go koszmary, a kiedy na niego
nakrzyczysz, wpada w histerię.
– Tak, delikatny pies... – potwierdził student.