lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Co chwila robi się świetliściej.
Patrzę, staram się zapamiętać te zmiany tonu i po trosze w duszy maluję, gdy nagle przerywa mi okrzyk Świateckiego:
-Tfu! idioci!
I plecy jego giną mi z oczu.
-Światecki! - krzyczę - co robisz!
-Nie wrzeszcz! patrz!
Przechylam się, spoglądam - cóż się pokazuje? Oto siedzę na skalistym zrębie, zapuszczającym się w łąkę, która leży może o półtora łokcia poniżej. Mchy głuszyły odgłos kamieni, bo zresztą łąka jest równiutka; w dali widać drogę, na niej wrony, które poczytałem za orły. Potrzebowaliśmy tylko nogi spuścić ze zrębu, żeby pójść najspokojniej do domu.
Tymczasem przesiedzieliśmy na zrębie, szczękając zębami, całą bożą noc.
Nie wiem dlaczego teraz oto, gdyśmy w pracowni oczekiwali ze Świateckim nadejścia gospodarza, ta przygoda, od której upłynęło już z półtora roku, przypomniała mi się tak, jakby to było wczoraj.
Wspomnienie owo dodało mi na razie dziwnej otuchy, więc mówię zaraz do Świateckiego:
-Pamiętasz, Antek, jak to myśleliśmy, że siedzimy nad przepaścią, a pokazało się, że przed nami równa droga? Tak może być i teraz. Oto jesteśmy biedni jak szczury kościelne, gospodarz chce nas wylać z pracowni, tymczasem może się wszystko zmienić. Nuż otworzy się jakaś śluza ze sławą i monetą?...