ROZDZIAŁ XVIII
Światecki, który w gruncie rzeczy ma miękkie serce, został widocznie zawojowany.
Przez tydzień z rzędu chodził do Susłowskich, zaś od trzech dni obchodzi mnie wkoło, spoglądając na mnie spode łba, zupełnie jak wilk...
Na koniec pewnego dnia przy herbacie pyta mnie opryskliwie:
-Słuchaj, co ty zamyślasz zrobić z tą dziewczyną?
-Z jaką dziewczyną?
-Z tą Susłowską czy jak tam?
-Nic nie myślę zrobić z tą Susłowską czy jak tam...
Następuje chwila milczenia, potem Światecki znów mówi:
-Ona tam po całych dniach beczy, aż patrzeć nie mogę...
Co to za poczciwa dusza!
W tej chwili i jego głos drga wzruszeniem, ale chrząka jak nosorożec i dodaje:
-Porządny człowiek tak nie postępuje.
-Światecki, zaczynasz mi przypominać papę Susłowskiego!
-Być może... wolę przypominać papę Susłowskiego niż skrzywdzić jego córkę.
-Proszę cię, odczep się ode mnie.
-Dobrze! mogę cię nawet wcale nie znać.
Na tym kończy się rozmowa i od tej chwili nie gadam ze Świateckim.
Udajemy, że się nie znamy, co jest tym zabawniejsze, że mieszkamy ciągle razem, pijamy rano herbatę razem i żadnemu z nas nie przychodzi na myśl wyprowadzić się z pracowni.