lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany


Przypomniał sobie przepowiednią Kosmopolity o zniszczeniu świątyni i tajemna jakaś trwoga wstrzęsła nim. Obejrzał się dokoła, nierad był sam zostawać ze swymi myślami.

Wkrótce dał się słyszeć tętent konia i Jan, wiodąc za sobą drugiego konia luźnego, przybiegł przed kuźnią; Sędziwoj z radością go powitał.

- Ach, panie! - zawołał służący, patrząc na miasto i żegnając się - Bogu najwyższemu niech będzie chwała; w szczęśliwą godzinę przyszła panu chęć porzucenia tego bezbożnego gniazda! Uciekajmy czym prędzej, póki czas, licho nie śpi, a to przestroga Najwyższego!

- Cóż się stało? - zapytał Sędziwoj.

- Teraz pana śledzą, szukają na drodze. Co się stało, abo pan nie wie? Rano, jak tylko pan kazał mnie uwiadomić, co mam robić i gdzie znaleźć, pobiegłem na miasto kupić konie. Patrz no pan, ten białonóżka, jak na niemiecką szkapę, niezłe bydlątko...

- Cóż dalej - przerwał niecierpliwie Sędziwoj.

- Otóż, kupiwszy konie od Niemca, przybiegam do domu, pana nie ma! Gospodyni wyszła i ja też poszedłem na rynek. Kupa ludu, jak zwyczajnie we święto, gromadziła się, ale coś między nimi szły szepty i namowy nie tak, jak zwyczajnie. Na niebie zabierało się na srogą nawałnicę, i dobrze. Wystaw sobie pan, kupa bezbożnych namawiała się, jakoby przeszkodzić nabożeństwu i wszcząć zamieszanie. Ja przed kościołem tylko się pomodliłem Panu Bogu. Gdy wtem oto pioruny zaczęły bić i w czasie nabożeństwa grom uderzył w kościół. Tłok, wrzawa, Boże ratuj! - podwoje lud, cisnąc się, zawarł, co tam naginęło! Wiadomo to; od piorunu ognia niczym nie ugasi, a tu się tak zajęło by siarka. Przypadam ja do domu, a tu lament, hałas. Wie panicz - ta chorowita gospodyni nasza, matka tej ładnej dziewczyny, spaliła się w kościele. Abo to ona jedna, teraz tam biedacy liczą, szukają się, każda rodzina ma kogoś, co nie dostaje!