Rozdział V
ADELA
".........................................
Czemu chcąc razem uczucia podzielać,
Nie można duszy prosto w duszę przelać,
Trzeba ją jeszcze rozdrabniać na słowa,
Które, nim serca i myśli dościgną,
W ustach więdnieją, na powietrzu stygną."
M. A.
W TYLNEJ CZĘŚCI ZAMKU Wardstein było mieszkanie dworu kobiecego, odosobnione od reszty, jakoby poświęcone gyneceum. Wspólna sala wybita była szpalerowymi flamandzkimi obiciami, sufit belkowany i lamperie z dębowego drzewa, bogate i złocone gdzieniegdzie rzeźby zdobiły. Kilkanaście panien rozmaitą zajętych robotą siedziało półkolem. Jedne przędły cienką nić lnianą na kołowrotkach, inne z tychże nici, przebierając klockami, na poduszkach wyrabiały koronki; tamte jaskrawe pasma przędzy motały do wyszywania. Śród tego zajęcia, skromnych postaw i ciężkich ubiorów, zdawałoby się, iż w zaklętym jakim znajdujesz się gmachu, gdzie dziewice kwitnące zdrowiem, jaśniejące pięknością, zakute do penelopejskiej pracy jęczą pod władzą złej wróżki. Tej ostatniej tu nie brakło. Wystawiała ją wybornie stara ochmistrzyni. Była to wysoka niewiasta, blada, z twarzą pomarszczoną, której duży nos i ściśnięte usta dawały wyraz surowej i niemiłej powagi. Czarny jej ubiór, biało owinięta głowa, smutno odbijały od jaskrawych strojów i figlarnych twarzyczek powierzonych jej dziewcząt. Stukając wysokimi korkami trzewików, brzęcząc kluczami u pasa, przechodziła się wzdłuż sali i ciągłą rozmową starała się bawić panny, a raczej samą siebie.