Rozdział IV
ZŁOTY BOCIAN
"Weź, pasterzu, ten puchar meońskiego wina,
Poświęć Oceanowi! niech w kornej ofierze,
Ten potężny wód ojciec naszą cześć odbierze."
Georgiki Wirgiliusza
NA RYNKU BAZYLEI, NAPRZECIW ratusza, stała duża kamienica z przyzbą na słupach murowanych, o ile poważna i ponura z wierzchu, o tyle hałaśna i wesoła wewnątrz: biesiadne okrzyki cały dzień do późnej nocy ją ożywiały. Nad wchodowymi drzwiami wisiał zielony wieniec z wplecionym przez środek słomianym krzyżem, co służyło na znak, iż tam wszelkich trunków dostać można. Oprócz tego na wielkiej błękitnej tarczy wyrobiony z drzewa pozłacany bocian i podobnymiż literami długi podpis zapraszały podróżnych do gospody, jednej z największych i najporządniejszych w całym mieście. Podobne karczmy, spólnie dla rozmaitego stanu ludzi urządzone, w owych czasach zastępowały razem kawiarnie, czytelnie, cukiernie, restauracje, resursa i tym podobne cywilizowańszych wieków zakłady; jedynych rywalów posiadały w sklepach golibrodów, których łaźnie i warsztaty były także miejscami schadzek i ogniskami nowin.