Dzień pięćdziesiąty dziewiąty
Nazajutrz z niecierpliwością oczekiwaliśmy wieczoru...
Nazajutrz z niecierpliwością oczekiwaliśmy wieczoru. Cygan zastał nas już od dawna razem zebranych. Zadowolony z zainteresowania, jakie mu okazywaliśmy, nie dał się nawet prosić i sam zaczął mówić w te słowa:
DALSZY CIĄG HISTORII NACZELNIKA CYGANÓW
Powiedziałem wam, że utkwiłem wzrok w weneckie zwierciadło i spostrzegłem w nim księżniczkę z dziecięciem na ręku. Po chwili widzenie znikło, Mamun otworzył okiennice i wtedy rzekłem:
- Mości czarnoksiężniku, mniemam, że do oczarowania mego wzroku nie potrzebowałeś współuczestnictwa złych duchów. Znam księżniczkę, już mnie raz oszukała w sposób daleko bardziej zadziwiający. Jednym słowem, jeżeli jej obraz widziałem w zwierciadle, nie wątpię, że ona sama także znajduje się w tym zamku.
- Nie mylisz się - odparł Mamun - i natychmiast pójdziemy do niej na śniadanie.
Otworzył skryte drzwiczki i padłem do nóg mojej małżonki, która nie mogła ukryć swego wzruszenia. Nareszcie przyszła do siebie i rzekła:
- Don Juanie, musiałam to wszystko ci powiedzieć, o czym mówiłam w Sorriente, gdyż była to prawda. Zamiary moje są nieodwołalne, wszelako po twoim odjeździe wyrzucałam sobie moją nieczułość. Instynkt mojej płci wrodzony wzdraga się przed każdym postępowaniem, w którym by można upatrzyć brak serca. Powodowana nim, postanowiłam tu czekać na ciebie i po raz ostatni się z tobą pożegnać.