lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Z tyłu szło dwa wozy, dobrze pakowne, a przy każdym po czterech czeladzi zbrojnych w szable i bandolety.
Sam pan był to człowiek bardzo jeszcze młody, choć personat, lat ledwie dwudziestu kilku. Twarz miał pucołowatą, czerwoną, a i na całej osobie znać było, że sobie na jadło nie żałował.
Gdy bryka stanęła, hajduczek skoczył rękę podawać, a pan ujrzawszy Kmicica stojącego w progu, kiwnął rękawicą i zawołał:
-A bywaj no, przyjacielu!
Kmicic zamiast się zbliżyć cofnął się do karczmy, bo go nagle złość wzięła. Nie przywykł jeszcze ani do szarej świty, ani do tego, by nań kiwano rękawicą. Wróciwszy tedy siadł za stołem i wziął się znowu do jadła. Nieznajomy pan wszedł w ślad za nim.
Wszedłszy przymrużył oczy, bo w izbie mroczno było, gdyż tylko na kominie palił się niewielki ogień.
-A czemu to nikt nie wychodzi, gdy zajeżdżam? - rzekł nieznajomy pan.
-Bo karczmarz poszedł do komory - odparł Kmicic - a my podróżni jako i wasza mość.
-Dziękuję za konfidencję. A co za podróżny?
-Szlachcic z końmi jadący.
-A kompania takoż szlachta?