lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

-Chwała bądź Bogu! chwała bądź Bogu! - powtórzył Kmicic.
I tak miał głowę zaprzątniętą tą zmianą radziwiłłowskich losów i tym, co się przez cały czas jego pobytu w Częstochowie zdarzyło, i tym, gdzie jest ta, którą pokochało jego serce, i tym, co się z nią stało - że po raz trzeci spytał Kiemlicza:
-Mówisz tedy, że książę złaman?
-Złaman ze szczętem - odpowiedział stary. -Czy wasza miłość nie chory?
-Bok jeno piecze. Nic to! - odrzekł Kmicic.
I znów jechali w milczeniu. Strudzone konie zwalniały stopniowo kroku, aż wreszcie poczęły iść stępą. Jednostajny ruch ten uśpił znużonego na śmierć pana Andrzeja - i spał długo, kiwając się na kulbace. Zbudziło go dopiero białe światło dzienne.
Obejrzał się ze zdziwieniem dokoła, bo zdało mu się w pierwszej chwili, że wszystko, co tej nocy przeszedł, to był tylko sen; wreszcie spytał:
-To wy, Kiemlicze? My spod Częstochowy jedziem?
-A jakże, wasza miłość!
-A gdzie jesteśmy?
-Oho! już w Śląsku. Już nas tu Szwedzi nie dostaną!
-To dobrze! - rzekł Kmicic oprzytomniawszy zupełnie. -A gdzie nasz miłościwy król rezyduje?