lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

-Dobrze mi teraz - rzekł pan Andrzej - siadaj, mości Kiemlicz.
-Według rozkazu pana pułkownika - odparł stary siadając na brzeżku ławki i wyciągając niespokojnie swą siwą, szczeciniastą głowę ku Kmicicowi.
Lecz Kmicic, zamiast pytać lub rozmawiać, wziął głowę w ręce i zamyślił się głęboko. Po czym wstał i począł chodzić po izbie; chwilami zatrzymywał się przed Kiemliczem i patrzył na niego roztargnionym wzrokiem, widocznie coś rozważał, łamał się z myślami. Tymczasem upłynęło z pół godziny; stary kręcił się coraz niespokojniej.
Nagle Kmicic zatrzymał się przed nim.
-Mości Kiemlicz - rzekł - gdzie tu najbliżej stoją te chorągwie, które się przeciw księciu wojewodzie wileńskiemu zbuntowały?
Stary począł mrugać podejrzliwie oczyma.
-Czy wasza miłość chce do nich jechać?
-Ja nie proszę, byś pytał, jeno byś odpowiadał.
-Mówią, że w Szczuczynie jedna chorągiew stanie na kwaterach, ta, która ostatnio tędy ze Żmudzi przechodziła.
-Kto mówił?
-Sami ludzie spod chorągwi.
-Kto ją prowadził?
-Pan Wołodyjowski.
-To dobrze. Wołaj mi Soroki!