lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

-A gdzie drugi syn, panie Kiemlicz? - spytał pan Andrzej - czy aby nie poległ?
-Kto to? jak to? co? kto mówi? co? - rzekł stary dziwnym, jakby przestraszonym głosem.
I stanął nieruchomie, otworzywszy szeroko usta i oczy: wtem syn, który jako młodszy, miał wzrok bystrzejszy, zerwał nagle czapkę z głowy.
-O dla Boga! Jezu!... Ojciec, to pan pułkownik! - zakrzyknął.
-Jezu! o słodki Jezu! - zawtórował stary - to pan Kmicic!
I obaj stanęli w nieruchomej postawie, w jakiej podkomendni witają swych naczelników, a na twarzach ich malowały się równocześnie przestrach i zdumienie.
-Ha! tacy synowie! - rzekł uśmiechając się pan Andrzej - to z garłacza mnie witacie?
Tu stary zerwał się i począł krzyczeć:
-A bywajcie tu wszyscy! Bywajcie!
Z zarośli ukazało się jeszcze kilku ludzi, między którymi drugi syn starego i smolarz; wszyscy biegli na złamanie karku z gotowymi broniami, nie wiedzieli bowiem, co zaszło, lecz stary znów zakrzyknął:
-Do kolan, szelmy! do kolan! to pan Kmicic! Który tam kiep strzelił? Dawaj go sam!
-Sameś ociec strzelił - rzekł młody Kiemlicz.