Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
-Dostawiam konie wojskom jego szwedzkiej miłości - rzekł pan Andrzej - i mam kwity, z którymi do Warszawy po pieniądze jadę.
Pułkownik Izrael (tak nazywał się ów komendant) uśmiechnął się pod wąsami i rzekł:
-O, spiesz się waść, spiesz się, a weź z powrotem wóz, abyś miał na czym owe pieniądze odwozić.
-Dziękuję za radę - odrzekł pan Andrzej - i tak rozumiem, że wasza miłość drwi sobie ze mnie... Ale ja po swoje pojadę, choćby mi do samego króla jegomości jechać przyszło!
-Jedź, swego nie daruj! - rzekł Szwed - wcale grzeczna kwota ci się należy.
-Przyjdzie taki czas, że mi zapłacicie! - odrzekł wychodząc Kmicic.
W samym mieście trafił znów na uroczystości, bo uciecha z powodu wzięcia Krakowa trzy dni trwać miała. Dowiedział się jednak, że w Przasnyszu przesadzono może umyślnie tryumf szwedzki; pan kasztelan kijowski nie dostał się wcale do niewoli, ale uzyskał prawo wyjścia z wojskiem, bronią i zapalonymi lontami przy działach z miasta. Mówiono, że miał się udać na Śląsk. Niewielka to była pociecha, ale zawsze pociecha.