lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

-Czuwaliśmy do rana, panie pułkowniku, zasnęliśmy dopiero o dniu białym.
Kmicic rozejrzał się dookoła.
-Gdzie jesteśmy?
-W lesie, panie pułkowniku.
-To i ja widzę. Ale co to za chałupa?
-Tego my sami nie wiemy.
-Choć za mną! - rzekł pan Andrzej.
I cofnął się do wnętrza chaty. Soroka podążył za nim.
-Słuchaj - rzekł Kmicic siadłszy na tapczanie - wszakże to książę do mnie strzelił?
-Tak jest.
-A co się z nim stało?
-Uszedł.
Nastała chwila milczenia.
-To źle! - rzekł Kmicic - bardzo źle! Lepiej było go położyć niż żywego puszczać.
-My tak i chcieli, ale...
-Ale co?
Soroka opowiedział pokrótce, co się stało. Kmicic słuchał nad podziw spokojnie, jeno oczy poczęły mu gorzeć, a w końcu rzekł:
-Tedy on górą, ale się jeszcze spotkamy. Czemuś zjechał z gościńca?
-Bałem się pogoni.
-To i słusznie, bo pewno była. Za mało nas teraz na Bogusławową potęgę... diablo za mało!... Przy tym on do Prus ruszył, tam nie możemy go ścigać, trzeba czekać...
Soroka odetchnął. Pan Kmicic widocznie nie obawiał się znów tak bardzo księcia Bogusława, skoro o pościgu mówił. Ta ufność udzieliła się od razu staremu żołnierzowi przywykłemu myśleć głową swego pułkownika i czuć jego sercem.