lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

A gdy je czeladź Kmicicowa zgodnie z jego żądaniem przypędziła, obejrzał je starannie i rzekł:
-To ja kupię. Innemu zabrałbym i tak, ale żeś z Prus, to cię i nie pokrzywdzę.
Kmicic stropił się nieco; gdyby przyszło do sprzedaży, tym samym upadł by pozór jechania dalej i wypadałoby mu zawrócić do Prus. Podał więc cenę tak wysoką, że niemal dwa razy większą od rzeczywistej wartości koni. Nadspodziewanie, oficer ani się oburzył, ani targował.
-Dobrze - rzekł. -Wegnać konie do szopy, a wam zapłatę wraz wyniosę.
Kiemlicze uradowali się w sercach, lecz pan Andrzej wpadł w gniew i począł kląć. Nie było jednak innej rady, jak zagnać konie. Inaczej padłoby zaraz podejrzenie na sprzedających, że pozornie tylko handlują.
Tymczasem oficer wyszedł na powrót i podał Kmicicowi kawałek zapisanego papieru.
-Co to? - rzekł pan Andrzej.
-Pieniądze albo to samo co pieniądze, bo kwit.
-A gdzie mnie zapłacą?
-W głównej kwaterze.
-A gdzie główna kwatera?
-W Warszawie - odrzekł oficer uśmiechając się złośliwie.
-My za gotówkę tylko handlujemy... Jakże to? co to?... - począł jęczeć stary Kiemlicz. -Furto niebieska!