Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Ale zaledwie siedli i ponalewali kielichy, gdy Ranicki znów zerwał się.
-Zdrowie podkomorzego Billewicza!
-Głupi! - odparł Kmicic. -Jakże to? Nieboszczyka zdrowie pijesz?
-Głupi! - powtórzyli inni. -Zdrowie gospodarskie!
-Wasze zdrowie!...
-By nam się w tych komnatach dobrze działo!
Kmicic rzucił mimo woli okiem po izbie jadalnej i ujrzał na poczerniałej ze starości modrzewiowej ścianie rząd oczu surowych w siebie utkwionych. Oczy te patrzyły ze starych portretów billewiczowskich wiszących nisko, na dwa łokcie od ziemi, bo i ściana była niska. Nad obrazami długim, jednostajnym szeregiem wisiały czaszki żubrze, jelenie, łosie, w koronach z rogów, niektóre już sczerniałe, widocznie bardzo stare, inne połyskujące białością. Wszystkie cztery ściany były nimi ubrane.
-Łowy tu muszą być przednie, bo widzę i zwierza dostatek! - rzekł Kmicic.
-Jutro zaraz pojedziem albo pojutrze. Trzeba i okolicę poznać - odparł Kokosiński. -Szczęśliwyś ty, Jędrusiu, że masz gdzie głowę przytulić!
-Nie tak jak my! - jęknął Ranicki.
-Wypijmy na pocieszenie! - rzekł Rekuć.