Rozdział XI
Tak wyglądasz, jakbyś miał mnie aresztować –powiedział von Koren zobaczywszy Samojlenkę w galowym mundurze...
–Tak wyglądasz, jakbyś miał mnie aresztować –powiedział von Koren zobaczywszy Samojlenkę w galowym mundurze.
–Szedłem tędy i myślę sobie: wstąpię, odwiedzę tę zoologię – oświadczył Samojlenko
siadając przy dużym stole skleconym własnoręcznie przez zoologa ze zwykłych desek.
–Witaj, święty ojcze! – kiwną do diakona, który siedział pod oknami i coś przepisywał. –
Odpocznę chwilkę i pobiegnę do domu, bo trzeba zająć się obiadem. Już czas.Czy ja wam
nie przeszkadzam?
–Bynajmniej –odparł zoolog rozkładając na stole gęsto zapisane kartki papieru. –Przepisujemy tu coś niecoś.
–Tak.Och, mój Boże, mój Boże.–westchnął Samojlenko; ostrożnie pociągnął ze stołu
okrytą kurzem księgę, w której leżała zasuszona falanga, i powiedział: –Ależ okaz! Uważasz,
idzie sobie najspokojniej w świecie jakiś zieloniutki żuczek i raptem spotyka na drodze takie
go potwora. Wyobrażam sobie, co za zgroza!
– Sądzę, że tak.
– Czy ta stwora ma jad po to, żeby się bronić?
– Tak, żeby bronić się i żeby atakować.
–No, no.W przyrodzie, moi kochani, wszystko jest potrzebne i celowe –westchnął Samojlenko. –Ale ja jednej rzeczy nie rozumiem. Jesteś człowiekiem o niepospolitym umyśle,