lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Rozdział VIII

Proszę państwa, już czas...

– Proszę państwa, już czas! – zawołał do nich Samojlenko.
– Nie trzeba było dawać paniom wina –rzekł po cichu von Koren.
Łajewski, znużony wycieczką, nienawiścią von Korena i własnymi myślami, wyszedł ku
Nadieżdzie, a kiedy ona –wesoła, uradowana, we własnym mniemaniu lekka jak piórko –
schwyciła go dysząc i śmiejąc się za obie ręce i przytuliła głowę do jego piersi, cofnął się o
krok i powiedział ostro:
– Zachowujesz się jak.kokota.
To brzmiało tak brutalnie, że nawet zrobiło mu się jej żal. W jego gniewnej, zmęczonej
twarzy wyraźnie wyczytała nienawiść, litość, irytację i natychmiast upadła na duchu. Zrozumiała, że przesadziła, zachowując się zbyt swobodnie, i zasmucona, z niemiłym uczuciem, że
jest ciężka, gruba, wulgarna i pijana, usiadła w pierwszym z brzegu pustym powozie razem z
Aczmijanowem. Łajewski usiadł z Kirilinem, zoolog z Samojlenką, diakon z paniami i orszak
ruszył.
–A mówiłem, że to makaki.–zawołał von Koren, okrywając się peleryną i mrużąc oczy.
–Słyszałeś: ona nie mogłaby zajmować się owadami i robakami, bo lud cierpi. Tak sądzą o