Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Tak się żegna ze smętem, już tu nie powróci wcale. W tej rzeczki zanurzy się falach: Liris ją schłonie.
Lecz oto znów się jawi snu nowym podmuchem, lotnej kołysanki nowym snadź kaprysem.
Rozpieszcza się ramiony i użala szyją, piersią łka, a mota brzuchem, gdy w wiotkim pasie za węża się gnie i wystawia na boki kłęby twarde. Krzepczy ciałem, pląsa zwiewną nóżką, aż póki w błędnika tanecznego kłębek nie omota się sama, Ariadna szalona! póki jej nie urzeknie igry własnej moc, nie oczaruje koliskowy pląs i nie ośmignie w krąg włosów mietlica...
A gdy, tak spętana, w tył się przegnie, na dreszczową biel pleców przerzuci włosów kir, piersi obie jak te czary ku górze wystawi, to zda się, czeka - wargą i zębami! - na Fauna samego czeka, Bakcha korybantka. Że zaś ramion jego natychmiast nie poczuła w pasie, więc pantery dziki skok miotnie ją nagle w zawrotny targaniec i wir...
Bacche!! - dygocą w krąg powietrzne wokół niej śmigi.
Z piargu krzemieni czarnych śród rumowiska, gdzie tylko w pogoni za nią uderzyła stopa goliarda, Podrywały się na mgnienia czerwone wachlarze świerszczowych skrzydeł z suchym trzaskiem zapalonych ogników. Ponosił się i on jak w wirze skier i płomieni ziemi by tych ruin wywołany duch.
A gdy doskoczył: ramieniem kibić wiotką, piersią dwoje piersi twardych wyczuł, a wargą Fauna ledwie jej szyi sięgał tymczasem - z jej ust, w tył wciąż odchylanych jakby ku słońcu na zenicie, rozległ się dzikim śmiechem triumfu Faunicy głos gruby:
"Cha! cha! cha! - chaa..."
I wziała mu w piersi wszystkie skry słonecznej pożogi wszystkiego pogaństwa tony najgorętsze wraz z plenną spiekotą pól. Wina dojrzenie wcałowuje warga w wargę i żary ziemi w słońcu całej. Południem szaleją.
A gdy ich sam nadmiar upojenia od się wzajem odtrąci to jak te jętki, jak ważki w słońcu nad strumienia wodą: za tę chwilkę rozłąki tym gwałtowna rzuca ich ku sobie ramion skrzydłami. I żenie - to gdzieś miedzy wrzosy, to na płytę strzaskanej tu trumnicy, to pod ołtarza pogańskiego szczęt.
Południa bachanalii korybanckie wtóry, południowej pory cykady szlochające, zawodzą spazmowy już pean upojeń i śmierci.