Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Wrzawą, raczej śmiechu i zdzwienia niźli radości, powitali waganty - dziewkę z gospody.
Żaki wdzięczne nie opuściły jej w żałobie: oderwawszy siłą od bruków ulicy przy ciele gęślarza, tu ją ze sobą przywiodły. "Ma całe życie przy beczce teraz płakać, niech szerszej i weselszej doli na świecie zazna, Zwłaszcza że i z gospody niewiele zostało po tym porąbaniu stołów i ław." "Niech idzie!" - godzą się wszyscy. Gdzie? po co? nikt w tej kompanii o to nie pytał. Gadkarz płaszcz swój czarny na ramiona jej zarzuca, by się tak nie trzęsła w płaczu i godniej przedstawiała się oczom w swej żałobie. "Sądzono!" - pociesza ją zarazem po kochanka stracie.
"Moiściewy! moiściewy!" - rozrzewnia się tym bardziej dziewczyna. I ciągnie z nimi w światy, prawie że nie wiedząc o tym.
Kobieta rosła wydawała się całkiem okazale i dorodnie w płaszczu czarnym. Aż się nad nią zastanawiać jęli waganty. Nauczyć by ją igry jakiej?... Skoczki nie ma - i może wcale już nie wróci...
Że za gruba?... Schudnie, nie bój się, na chlebie naszym; zwłaszcza gdy kawał świata po gościńcach przebiegnie... Ze gęba jej się świeci? Zblednie, odglansuje się i na policzkach, wybielą się i te ręce czerwone przy robocie naszej. Tańczyć zasię będzie miała czym: dziewczyna jak łoś! Byle tylko nauczyć.