Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
"Nie z wędrownych on" - powiada przeor na uspokojenie.
"I to jest nieprawda! - sprzecza się goliard już całkiem gburnie. - Ultramontanus inaczej powiadał. Z grodu do grodu wędruje on tam. Tylko przed studniami nie staje ani do piekarni nie zachodzi, lecz wprost do pałaców pańskich, gdzie go słuchają z wielką atencją, a goszczą i nocują nawet u siebie. I u nas może taki stałby się i dojrzał, gdyby panowie innego byli ducha. U nas, przedsię, wolą panowie zasadzać się na kupców juki i wory, a ducha samego odtrącili od się precz - na rynki grodzkie!"
I tak się w nim wszystko burzy, że te gniewy w wielki niespodzianie żal ściągnęły mu twarz bladą.
"A ostatniego może poetę przy gęśli oddali owo skoczce na przekarmienie."
Oburącz zasłonił się przeor od tych słów.
"Skoroś tu do mnie nie przyszedł ze spowiedzią, wiedzieć nie raczę o tej plugawości grzechów twoich."
W nazbyt bo wielkiej pogardliwości miał przeor wszystkie grzechy z ciała.
A jednak srogim po chwili nachmurzeniem popatrzał spod oka na goliarda.
"Tyś jeszcze, spod Zakonu gniewu jak Żydzi duszą nie wyrósł... Obaczysz! doznasz! - pogroził. - Każda dusza pod taki Zakon się dawa, ku jakiemu wartością swą dojrzała."