Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Powracali tedy myślami ku swej doli, kurczyli się ku niej duszami.
Ciągną oto po gościńcu i wzdychają tłumnie.
Niedźwiednik, który dla ciężkiego kroku swego zwierza pozostawał zawsze w tyle, mitrężył dziś nazbyt po drodze. Że śmierć u bramy grodzkiej go nie dosięgła, porzucił krwawą siekierę i chwycił się znowu łańcucha igry: dawał się z powrotem bestii. Kto zaś do doli swej od progu śmierci powraca, tym żarliwiej oglądać się pocznie za dawnych dni ciepłem lub tęsknotą ich bodaj.
Od czasu do czasu zatrzymują się towarzysze na gościńcu i hukają na niego z daleka. Patrzą: przysiada znów niedźwiedź na zadzie pośrodku drogi, pysk żałośnie jak na zawycie wyciąga, rozdyma chrapy - śle niuchy w gościńca mgliste po księżycu dale.
Daremnie obaj tęsknią za swą panią, daremnie wypatrują skoczki na gościńcu, od bramy grodzkiej.
Muza wagancka zdradziła tym razem nie tylko goliarda, lecz i towarzyszy wszystkich.
Alić niedźwiedź tak się szarpnął znienacka, że aż wyrwał swemu panu łańcuch z ręki. Z mgły księżycowej wynurzyła się nagle od strony miasta garstka najbardziej zapóźnionych żaków. Czyjś płacz rozlega się między nimi. A oni prowadzą tę płaczkę z pogrzebową atencją i nawołują kamratów, aby przystanęli pojrzeć, kogo się tu przywiodło z grodu.