Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Tu, za bramą miasta, u pierwszego rozdroża, stał w kamieniu od pradawna Dobry Pasterz z jagnięciem na ramionach i trzodą owieczek długoszyich, garnących się pod jego dłoń. Spojrzy lekarz na Jezusa-za-murem i pochyli się na koniu. Milszym nad kościół w grodzie był kacerzom ten Pasterz, że idzie, jak mawiali, z czasów dawnej ufniejszej wiary; zanim mnichy poczęły ludzi straszyć a nękać nieustanną wystawą krzyża ku przypominaniu żydowskiego morderstwa nad Synem Bożym; - które to nękanie jest przeciwne naturze Dobrego Boga, uczą kacerze.
Widzi lekarz u podstawy kamienia jakoweś słowa, żłobione w głazie. Więc przechyla się bokiem na siodle z palcem przed się wyciągniętym, by, dojrzeć uważnie, co też tam napisano.
"Dokąd..." - wypatrzył z trudem pierwsze zaledwie słowo.
I utknął wraz na nim: stropiło go bardzo Boże pytanie z rozdroża.
"Ledwiem to nędzne życie swoje w tym gwałcie zratował i bramę grodu minął - wraz: "dokąd..."? Za rycerzami błędnymi, w wagantów kompanii wyruszyłem z grodu. Mamże się tego powstydzić przed Tobą? Za błędnym rycerstwem porwał się wszak po raz pierwszy z rodzicielskiego domu i Twój Franciszek święty; a nie zaparł się przodownictwa tego, aż po próg wtórego żywota swego na ziemi - bo wonczas to właśnie: w chwili najwyższego tryumfu duszy, zaśpiewał hymn błędnego rycerstwa. Więc mamże ja się powstydzić?... Żem człek uczony?... I ze świeczników wiedzy niejeden, za błędnych rycerzy przykładem, wyruszał z rodzinnego grodu w Twoich światów tajemnice - choć z ciężkiej szkapy lat szanowniejszych wyprze się pewnie onych przewodników młodego serca; nie stać go będzie na wdzięczność Franciszka. Nazbyt bo roztropny stawa się z wiekiem stęp uczonych kobył - brak im wiatronogich za młodu towarzyszów Muzy: igrców i żaków gościńców świata... Więc wyznaję bez wstydu: z nimi wyruszyłem ja z grodu. Dokąd zasię sam dążę, człek stary? Do śmierci, pono. Którędy? Drogą cierpień i smutków człeczych, którym Ty, jak piachowi morza, rozmnażać się pozwalasz, a my ledwie tysiączne usuwamy gdzie ziarnko. Taka to nasza droga, lekarzy, za widmem rycerzy błędnych."