lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany


I pocałowała go w te wargi gorzkie.

Głową w dół runął całym ciałem na ziemię. A powalony na wznak, zasiepał rękoma, zatupotał jak koń. Chłopisko było mocne, bo oto głowę raz jeszcze podjął, na łokciu ją wsparł. I wystawił oblicze potwornej sinicy: za pocałunkiem onym już się snadź rozpękiwały pod skórą kruche żyły pijaka. "Ratujcie!" - zabełkotał w nim, duszy już chyba samej na wspak, ślepy instynkt życia, jakby wzywał na ratunek bliskich jakowychś, których koło niego nigdy nie bywało. Poczekawszy tedy daremnie, opadł znowu.

Okrutny, gardłowy stek jak w rzeźni wypełnił izbę całą.

Spod pieca wymknęły się nagle szczury i przewijając się koło tego ciała, migały zaledwie futerkiem swym skrętnym i ogonem łysym. Najśmielszy z nich wdrapawszy się na but, wystawił wreszcie ryj węszący. I aż nosek zmarszczył pod lubym tchnieniem rozkładu. A dziwi się czarnymi perełkami oczu, że palce mistrza - i w tej jeszcze chwili! - lepią jakby w glinie kształty jakoweś; to znów podrywa się ręka niby z młotem w garści: gdy ciało już gnić poczyna, utrudzą się jeszcze dusza tworzeniem - szczurom na żer, pająkom na osnucie. A tworząc wciąż, boryka się z ciała ostateczną bezsiłą: raz po raz tężcowo przeginał mu się grzbiet. Nagle głuche stuknięcie głową w tył: "Chryste, w ręce Twoje!..." Miękko plusnęły dłonie o podłogę. Już cisza. Exitus.

Wówczas śmierć - widzieli stróże i zbiry - opuściła chyłkiem dom jego.