Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
A gdy znów spojrzał, widzi ciemnię tych oczodołów bez dna i tę ohydę nagich, zębiastych szczęk pod zapadlinami policzkowych kości - co wszystko czyniło wyraz tak gorzko urągliwym: "Czego ci żal w życiu?!..."
Zadumał się jakby nad jej pytaniem niemym. A ramię wyciąga po niewoli w stronę kuźnicy. Aż z głębi piersi chyba wydarte zatkanie wstrząsnęło nim nagle:
"Świecznika przed ołtarz nie dokończę kościołowi!..."
I widzieli stróże a zbiry z ulicy, jak przy otwartym oknie wykusza pada oto na klęczki chłopisko to olbrzymie, jak wtula twarz i brodę w jej kolana - jak szlocha całym ciałem u nóg pani Śmierci.
Ona to chyba podjęła go z klęczek i usadowiła przy stole, na swoim już teraz krześle: sama gospodarzy w tej chwili. Oto dzban, już wysączony, za jej ręki dotknięciem napełnia się winem po wręby. A że mistrz zamilkł, przemówiła teraz ona.
"Byś się nie bał! - powiada nalewając mu szklenicę. - Zuch! - Zderza i rozdzwania puchary. - Z jakimżeś ty diabłem pakt zawarł za cenę własnego życia oddanego spiżom?... Choćbym ci przedłużyła dni twoje, wiem: strawisz je wszystkie w utrudzeniu samotnym - nad tym owo Drzewem Życia, za resztę własnego żywota. Po coc to, człecze?... Pij! Zuch!... I odęłoż się to serce na życie i ludzi, ku najsmutniejszej dla się doli, w czynieniu dzieł nad życia miarę i kres. Takeś się to do mnie wciąż palił, wieczności opętańcze! Do mnie!"