Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Nie podobało się gościowi słowo chyba ostatnie, bo tak zachrząkał i wstrząsnął się raptownie, jakby pod chłodu skądciś zawiewem nagłym. I zębami nawet klapnął pod tym ziąbem, nie wiada skąd.
Aż płatnerz zapalił czym prędzej lampę na stole; zawszeć jaśniej nieco, widać przynajmniej, z kim się gada. Ale gdy wprzódy, w czerwonym blasku kuźnicowych żużli, tak błyszczały, zda się, tamte źrenice z krzyżową larwą - teraz w skośnym a rdzawym świetle oliwnicy zgasły jakby te oczy zupełnie. I widza się w tej chwili na kształt dwóch jam czarnych.
"U!...." - natrząsa się płatnerz nad ponurością takiego kmotra przy dzbanie. I tknie go znienacka, jakby palec w jedno z tych ślepi wrazić chciał.
Aż on cofnąć się musiał wraz z krzesłem. Lecz że się nie obraził, a swoje wypił znów rzetelnie, więc napełniły się znowu szklenice: "Milczek to jakiś, nie rodził się, widać, pod horoskopem Merkura, który ludzi rozmownymi czyni. I niech go tam licho!... Na to człek z drugim rad pije, by się sam mógł nagadać."
Więc pogodziliby się rychło przy dzbanie, gdyby nie to, że gospodarz nagłym ruchem odstawił oto kielich i ciężko wsparł głowę na kułaku. Pot kroplisty w jednej chwili wysączył mu się na czoło; poczerwieniała szyja, pośmiały skronie...