Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Zbiry pod murem aż się w tył pomkną w przerażeniu. Bo oto po schodach domostwa rozlega się tupot kroków. Słychać klucza chrzęst w bramie. I wytacza się oto z kuźnicy swojej ten kowal tajemniczy z głową (jak teraz dopiero widzą) snadź ranną, bo ukutaną w chusty.
"Chodź ze mną pić! - krzyczy. - Nie sczmucisz mnie strachem. Wiem przecie: tyś z Misericordii tajnego znaku, a nie śmierć prawdziwa."
Ona wionie na bok z kirów szelestem. I zastawia się dłońmi przed szaleńcem zuchwałym...
Zgonił ją jednak, ułapił jak tę dziewkę oporną. I wiedzie we wrota domu swego. Przymknęły się zbiry bliżej po drugiej stronie ulicy. Za węgłem ostrożnie ukryci, widzą pod beczkowym sklepieniem schodów, jak na stopnie, piętrzące się stromo niczym w drabinie, wkracza powoli ona, wysuwając co chwila spod kirów białe kostki stopy swej długiej.
Na stypę po poecie wkracza śmierć w kuźnicę pracy ponocnej.
Ni to izba mieszkalna, ni to komora rzemieślnicza, raczej spichrz chyba: bez powały całkiem, otwarty aż po stropowe wiązania domu. Za dnia dachówki tam pewnie widać, teraz, po nocy, ciemność jeno ponura zwisa stamtąd na wnętrze całe. Bo żużle na kuźni przed miechem rzucają cały blask swój ognisty w czeluść nawisłego dymnika, a bokiem zamrok już tylko ścielą czerwony - aż po te balaski nawisłego w izbie ganku, aż po tę zieloną polewę pieca, wielkiego jak chałupa. I mienią się te blaski kuźnicy, skrzą tu i owdzie, na żywych spiżach, których pełno wszędy.