Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Wkroczywszy na próg kościoła, wznosi pochodnię. W jej świetle, gdyby nieziemskim, zagrobowych, rzekniesz, mżeń, ukazuje się teraz dopiero ciało niesione na marach. Pod przemokłym na wskroś czarnym płaszczem i kapturem klerka rysuje się jawnie zesztywniały kształt trupa.
A śmierć na progu kościoła uderza po trzykroć w odrzwia zamknięte. I w echową głusz wnętrza woła zza larwy a krzyża:
"Ja, goliardus, poeta wędrowny, bez imienia u ludzi, zmarłem tej nocy grzeszną śmiercią włóczęgi - za murami, w polu. Wymódlcie duszę z czyśćcowej męki, wyzwólcie jałmużną!... A ciału pogrzebanie chrześcijan dajcie!"
Niczyją, zda się, ręką nie tknięte, jakby same otworzyły się na ścieżaj wrota kościoła. W głębi jarzą się na ołtarzu świece wszystkie. Pod nim stoi trumną czarnym suknem obita; na jej wieku widać gęśle i smyczek złożone w krzyż.
Gospodarz klasztoru zgotował włóczędze szczodrobliwe przyjęcie w domu wiecznych cisz.
Brat Łukasz powrócił było z wieczora do celi z bielmem acedii na oczach. Doświadczony pasterz trzody swojej, przeor, dojrzał pierwszy nierządnego smutku zmazę w źrenicach brata. Jakby lampę zgaszono w tych piersiach: nie świeciły już oczy blaskiem wnętrznym. Nie pracowała już w sobie dusza; na zewnątrz zwracało się wciąż spojrzenie trwożne a tępe. I zawisało gnuśne na powierzchni rzeczy każdej. Już i różaniec nawet sam szeregiem kostek dlań tylko był, obracanych w palcach nieustannie, a bez pacierza. Ku niczemu utrudzały się palce; dusza drzemała. Posiwiała najwyraźniej przez jeden wieczór koronka włosów na ciemieniu. O potępieniu swym wciąż mówił nie wierząc, iż zdoła kiedykolwiek wymodlić duszy swej zbawienie. Do farb i pędzli poczuł nagle odrazę. Do ludzi zaś - do braci w klasztorze - nienawiść; o czym (w jadowitej potrzebie bluźnienia) mówił im wprost w oczy.