Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
"A! - a! - a! - a!... A! - a! - aa!..." - donosi z krypty mnichów chór wysoki.
I dudnią organów basy tym przyjękiem lamentacji:
"Zmiłuj się nad na-ami!..."
Dziwnie wąskie w tej chwili i sine wargi mnicha dygotały w takt pacierza niemą już suplikacją. Tym gorliwiej modliły się dłonie, jakby uchwytu jakiego szukając przed sobą - by na ślepo już zgoła okalać jakowyś kwiat u ścieżki, który pod te ręce przypadkiem się podchylił. Tak matka grzeszna w klęczniku gdy się jej dziecko cudzołożne i w czas modlitwy naprzykrza, ogarnie tę głowinę, przychyli ku niej czoła i tym gorliwiej zaszepta się w pacierze: "Zmiłuj się nad nami!..."
Ścichła krypta. Nawet kawki zamilkły wykrakawszy swe poruszenie. I znów te kołaty, to mnisze zarojenie się w murach, te gęste dreptania chodaków po schodach i korytarzach wszystkich. Odrywały się raz po raz w ciszę czyjeś kroki: chłonęły mury każde to życie z osobna - w samotnictwa przedgrobowy schron. Ostatniej stopy szmer u takiego progu użalił się chyba echu tej ciszy grobowej. Bo klasztor zamarł już cały.
Brata Łukasza w ogrodzie ogarnęło w tej chwili to ostatnie, nieludzkie już przerażenie samotności przed grozą idących smutków. Ledwie porwał się oto ducha zamierzeniem na rzeczy nowe, a stargał wraz ostatnie swe spójnie człecze: wytrącił się sam w kacerza jakby oddaleństwo i nęk.
Tą nagłą omartwicą murów jak gdyby równie przerażone porwały się znowuż kawki u dzwonnicy. I kraczą...
Jął się brat Łukasz tak dziwnie słaniać i przeginać pośrodku ogrodu, jak gdyby ciałem borykał się w tej chwili z ucieleśnionym już oczom jego potworem smutku. Szatan, odmieniwszy snadź nagle postać kozłonoga, dopadł go wreszcie upiorem. Oto zatrzepotał się mnich niczym ptak pod łasicą i runął na wznak- odchylał szyję.
Acedia upiorzyca obejmowała mu pierś skrzydłami wampira.