Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Pomyślałem, że pewnie to dzieci popa, choć były bardzo wystrojone. Cóż, pomodliwszy się, ruszyłem dalej. Nie zdążyłem jeszcze odejść dziesięć kroków od cerkwi, gdy usłyszałem za sobą krzyk - Biedaczyno, biedaczyno, zaczekaj! Wołały tak i biegły ku mnie dzieci, które widziałem wcześniej, chłopiec i dziewczynka. Zatrzymałem się, a one, podbiegłszy, chwyciły mnie za ręce - Pójdziemy do mamy, ona kocha żebraków. - Ależ ja nie jestem żebrakiem - mówię do nich - tylko tędy przechodzę. - To dlaczego masz torbę? - zapytały. - To mój chleb na drogę. - Nie, koniecznie pójdziemy, mama da ci na drogę pieniądze. - Ale gdzie jest wasza mama - zapytałem. - Tam, za cerkwią, za tym zagajnikiem.
Zaprowadziły mnie do przepięknego ogrodu, pośród którego zobaczyłem duży, bogaty dom. Wchodzimy do pokojów - jakże tu czysto i elegancko! A oto wybiegła ku nam pani domu. - Bardzo proszę! Uprzejmie proszę! Skąd cię Bóg do nas przysyła? Siadaj, siadaj, mój drogi! Sama zdjęła mi worek z pleców, położyła go na stole, a mnie posadziła na miękkim krześle. Może chcesz coś zjeść? A może herbatki? Nic ci nie trzeba? - Najuniżeniej pani dziękuję - odpowiedziałem. - Jedzenia mam całą torbę, a herbatę wprawdzie pijam, ale w mojej chłopskiej doli nie przyzwyczaiłem się do niej. Pani gorliwość i uprzejme traktowanie są mi droższe od poczęstunku. Będę prosił Boga, by pobłogosławił panią za taką ewangeliczną miłość do pielgrzymów. Mówiąc to, poczułem silne przynaglenie, by zwrócić się do swego wnętrza. W moim sercu zawrzała modlitwa i potrzeba mi było teraz spokoju i ciszy, by dać miejsce temu samorzutnie zrodzonemu płomieniowi modlitwy, by ukryć przed ludźmi jej zewnętrzne oznaki: łzy, westchnienia, niezwykłe poruszenia twarzy i ust.