Rozdział dwudziesty czwarty
Wiadomość przyszła tuż przed obiadem, wywołując ogólne podniecenie.
Gabinet podał się do dymisji i dymisja została przyjęta.
Ulanicki otrzymał depeszę z Warszawy, wzywającą go do natychmiastowego powrotu.
Zmiana rządu dla większości gości koborowskich była kwestią obchodzącą ich bezpośrednio.
Niejednemu z nich mogły się zachwiać szansę na utrzymanie zajmowanych stanowisk. Toteż o niczym innym nie mówiono, a Ulanicki chodził po hallu i klął.
Pani Jaszuńska wyjechała jeszcze przed obiadem.
Wojewoda Szejmont telefonował do swego urzędu i polecił informować się o najdrobniejszych szczegółach przesilenia natychmiast po nadejściu wiadomości z Warszawy.
Wieczorem nadeszły dzienniki. Ich łamy przepełnione były informacjami i pogłoskami politycznymi, mnóstwem sprzecznych horoskopów i przewidywań oraz ocen sytuacji. W jednym zgadzały się wszystkie: rząd upadł, gdyż nie umiał opanować kryzysu gospodarczego, zatem jego następcą musi być gabinet wyjątkowo silny i kierowany przez człowieka niepośledniego autorytetu.
Z szeregu wymienianych przez prasę domniemanych kandydatów na stanowisko premiera - wybijało się nazwisko generała Troczyńskiego, który już jako państwowy zarządca Kas Chorych i delegat na Międzynarodowy Kongres Kultury i Sztuki zdobył popularność, którą utrwalił wydaniem broszury pt. "Błędy strategiczne Napoleona Pierwszego, Aleksandra Macedońskiego i innych". Poprzednia jego praca zatytułowana "Precz z komunizmem!" oraz zakupiony przez Muzeum Rzeczyspospolitej obraz olejny, przedstawiający autoportret generała w chwili, gdy brawurowym ciosem dzidy przebija jaguara, zyskały dlań od dawna uznanie.