Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
- Uważasz, Mańka - rzekł, gdy wchodzili na schody - tylko w domu ani pary z gęby. Rozumiesz?
- No, pewno.
- A ja teraz będę musiał wyjechać na jakiś czas, żeby, rozumiesz... No, bezpieczniej.
- Rozumiem. Ale wrócisz?
- Wrócę.
Zjawienie się sublokatora razem z Mańką nie zrobiło na Barcikach żadnego wrażenia. Natomiast wódkę i kiełbasę przyjęto z szacunkiem. Walentowa zaraz nakryła stół zieloną ceratą i wszyscy zasiedli do śniadania. Szklaneczka, która niegdyś była słoikiem do musztardy, krążyła z rąk do rąk, a że objętość jej była dość duża, Dyzma wkrótce wyjął pięć złotych i Mańka pobiegła po nową flaszkę. Tymczasem Nikodem uregulował zaległe komorne, a gdy dziewczyna wróciła, rzekł:
- No, powinszujcie mnie państwo. Znalazłem dobrą posadę.
- A gdzie? - zagadnął Walenty.
- Nie w Warszawie. Na prowincji.
- Nie mówiłam - pokiwała głową Walentowa - na prowincji zawsze o zarobek łatwiej. Dostatek wszystkiego. Wiadomo - chłopi.
Przepili jego zdrowie, a gdy już butelka była pusta, Nikodem rozstawił swoje polowe łóżko, rozebrał się, kamizelkę z pieniędzmi wsunął pod poduszkę i zasnął niemal zaraz.
Walenty siedział chwilę w milczeniu, a że podpił sobie, zaczął ni z tego, ni z owego śpiewać, lecz spotkał się z ostrą opozycją Mańki.
- Cicho, do cholery, nie widzisz: człowiek śpi. Odpocząć nie dadzą. Zaległa cisza. Walenty nasunął czapkę i wyszedł, jego żona wyniosła się do sąsiadki, by pochwalić się, że sublokator postawił wódkę na oblanie nowego zajęcia.
Mańka wyjęła z szafy batystową chusteczkę i nakryła nią głowę śpiącego, w izbie bowiem było dużo much.