Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
- Proszę.
Mańka zrobiła przeczący ruch głową,
- Nie chcę. Nie wezmę. I tak nie będę miała z czego oddać.
- No to i nie trzeba oddawać.
- Nie chcę. - Zmarszczyła brwi. - Widzisz go, bankier. Odwróciła głowę i dodała cicho:
- Chyba że... Za darmo nie chcę. Chyba że pójdzie pan ze mną.
- Eee - bąknął Dyzma i zarumienił się. Mańka spojrzała mu w oczy.
- Nie podobam się panu?
- To nie, czemu?...
- Z pana to tyż mężczyzna! - wybuchnęła niespodziewanie ze złością. - Uuuu... kalosz!
Zawróciła się na pięcie i ruszyła wolnym krokiem ku domowi.
- Panno Maniu! - zawołał za nią. - Proszę zaczekać, pójdziemy. Przystanęła, a gdy zrównał się z nią, powiedziała:
- Hotel też pięć złotych.
- Dobrze - odparł. Szli wąskimi uliczkami w milczeniu.
Zaspany drab w pluszowej kamizelce otworzył im drzwi, wprowadził do małego brudnego pokoju i wyciągnął rękę. Dyzma zapłacił.
Przez szare butwiejące firanki wpadał snop jaskrawego słońca. W pokoju było duszno, parno i czuć było stęchliznę.
- Może by okno otworzyć? - zapytała Mańka.
- Późno już. Czas do domu. Pewno będzie dziesiąta - powiedział Dyzma.