Rozdział czternasty
Krzepicki obejrzał plenipotencję i zwracając ją Dyzmie, rzekł:
- W absolutnym porządku.
- A dowiedział się pan, kto w ministerstwie będzie ten "gips" załatwiał?
- Owszem. Niejaki Czerpak, naczelnik wydziału.
- Jak? Czerpak? Śmiesznie się nazywa. Ale nie o to się rozchodzi.
Grunt, co to za gość?
- Nie znam go, ale podobno można z nim gadać. Zresztą minister Pilchen przez sam fakt osobistego przekazywania sprawy temu Czerpakowi ułatwi nam sytuację znakomicie.
O jedenastej zjawił się Kunicki. Zaczął od pogody i opowiadania o swojej wczorajszej bytności w teatrze, lecz w oczach miał niepokój. Czy też Dyzma zrobił coś dla niego, czy nie?
Wreszcie zapytał ostrożnie. Nikodem kiwnął głową.
- Owszem, byłem wczoraj u ministra...
- Królu zloty! No i co?
- Ciężko było, ale wreszcie obiecał zająć się tym...
- Dzięki Bogu! Kochany panie Nikodemie, pan mi z nieba spadł.
- Staram się, jak mogę.
Wytłumaczył Kunickiemu, że sprawa przeciągnie się kilka dni, może i tydzień, że wymagać będzie szeregu konferencji i rozmów, że na razie, póki rzecz w zasadzie nie jest zdecydowana, Kunicki może się nie pokazywać w ministerstwie, lecz gdy przyjdzie do finalizowania umowy, będzie musiał osobiście omawiać szczegóły.