lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Rozdział dwunasty


Przez szczelinę ciężkich firanek wdarła się do pokoju czerwona smuga zachodzącego słońca.

Nikodem ociężałym ruchem sięgnął po zegarek.

Była szósta.

Dziwne. Nie czuł ani bólu głowy, ani niesmaku w ustach, jak zwykle po większych pijaństwach.

Był tylko straszliwie osłabiony.

Każdy ruch, ba, każde podniesienie powiek wydawało się mu ciężkim trudem.

A jednak trzeba było wstawać. Musi przecie jechać do Warszawy. Co sobie w banku pomyślą...

Zadzwonił.

Zjawił się sztywny lokaj i oznajmił, że kąpiel jest przygotowana.

Dyzma leniwie wciągnął na siebie pidżamę i przeszedł do łazienki. Tu, spojrzawszy w lustro, aż się przeraził: blady był jak płótno, pod oczyma wystąpiły dwa sine szerokie półkola.

- Cholera - zaklął - urządziły!... Ubrał się i powłócząc nogami zszedł na dół. Tu czekała nań pani Koniecpolska, która na powitanie omdlałym ruchem podała mu rękę.

- Głodny pan?

- O, nie, dziękuję.

Spojrzał na nią spod oka i spotkał figlarny, jak zwykle, wzrok. Zaczerwienił się po same uszy.

- To cholera - pomyślał - ani się zawstydzi. Bo chyba nie mogła zapomnieć?