Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Po chwili jednak pachołek znów pojawił się przy oknie karocy.
-Dziki, panie - rzekł.
-Dziki?
-Słychać okrutne rechtanie na prawo od drogi.
-To chwała Bogu!
-Ale może je wilcy napadli.
-To też chwała Bogu. Przejedziem mimo bez zaczepki. Ruszać!
Jakoż przypuszczenie czeladnika okazało się słuszne.
Wyjechawszy na polanę ujrzeli na jakie dwa lub trzy strzelenia z łuku przed sobą, na prawo od drogi, zbitą kupę dzików, którą otaczał ruchliwy wieniec wilków. Straszliwe rechtanie, w którym nie było trwogi, ale wściekłość, rozlegało się coraz potężniej. Gdy karoca posunęła się ku środkowi polany, pachołkowie, poglądając z koni, dostrzegli, że wilki nie śmiały jeszcze rzucić się na stado, naciskały je tylko coraz mocniej.
Dziki ustawiły się w okrągłą kupę, jarczaki w środku, tęgie sztuki na obwodzie, tworząc jakby ruchomą fortecę, groźną, połyskującą białymi kłami, nieprzełamaną i nieustraszoną.
Toteż między wieńcem wilków a ową ścianą kłów i ryjów widać było białe śnieżne kolisko, oświecone, jak i cała polana, jasnym światłem księżyca.