lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Ale zdawało się panu Gedeonowi, że na to jeszcze czas.
Tymczasem położył na przednim siedzeniu, koło panny Sienińskiej, parę krócic i nóż, które chciał mieć na podorędziu, albowiem nie mając lewej ręki mógł się posługiwać tylko prawą.
Przejechali wszelako spokojnie kilka stajań.
Gościniec począł się rozszerzać.
Pągowski, który znał tę drogę doskonale, odetchnął jakby z poczuciem ulgi i rzekł:
-Niedaleko Malikowa polana.
Spodziewał się bowiem, że na otwartym miejscu bądź co bądź bezpieczniej jest niż w borze.
Ale właśnie w tej chwili pachołek jadący na przedzie z kafarkiem zawrócił nagle konia, poskoczył ku karocy i począł mówić coś szybko do woźnicy i do czeladników, którzy odpowiadali mu urywanymi słowy, jak się mówi w chwilach, w których nie ma czasu do stracenia.
-Co tam? - zapytał pan Pągowski.
-Cości słychać, panie od polany.
-Wilki?
-Jakowyś hałas. Bóg wie co!
Pan Pągowski już miał dać rozkaz, aby czeladnik jadący z kafarkiem skoczył naprzód i zobaczył, co się dzieje, ale pomyślał, że w takich razach lepiej nie zostawać bez ognia i trzymać się kupy, a dalej, że na widnej polanie obrona łatwiejsza niż wśród boru, więc kazał jechać dalej.