Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
- I co? I co?... Niech pan prosor powie! Mój panie prosorze!
Profesor wygarnął szczyptę proszku z maleńkiej, szyldkretowej tabakiereczki, zażył, palce o rudą perukę wytarł...
- I... ożenił go! - poważnie dokończył.
Chłopcy otworzyli szeroko oczy i usta, nie wiedząc, co o tym sądzić. Byli zdziwieni i jakby przelękli. Wyobrażali sobie swego kolegę pod rękę z dojrzałą, poważną osobą płci żeńskiej, taką jak ich matki i babcie, i uczuwali żal nad jego losem. "Biedny chłopiec! - myśleli. - Nie wolno mu pewnie teraz ani w piłkę grać, ani kozła wywinąć, ani wykrzywić się pociesznie, ani zapiać po koguciemu... Poważna osoba płci żeńskiej, którą on musi "żoną" nazywać, na krok go nie odstępuje, za wszelkie wybryki karci..."
Profesor Luceński dostrzegł i zapamiętał wywołane przez siebie wrażenie. Postanowił też posługiwać się nim w celach pedagogicznych.
"Knoty" mieli dziwnie twarde języki, nie pozwalające im na dobrą "pronuncjację" słów francuskich. Profesora nadzwyczaj to drażniło. W zniecierpliwieniu uderzał swą grubą trzciną w stolik lub katedrę, budząc wielki strach między malcami.