lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany


W milczeniu popatrzyła na mleko rozlane na trawie.

Tak więc nikt nie zapragnął zabrać jej stąd przed nocą ani wezwać doktora,

ani odwieźć do stacji, skąd mogłaby pojechać do szpitala. Nic takiego nie

było przewidziane. Szło już tylko o to, aby tak lub inaczej umarła.

Gdy otworzyła oczy o zmierzchu, nie było przy niej nikogo, prócz dwóch

policjantów, którzy wrócili, i tego jednego, który już teraz nie odchodził

wcale. Znowu powiedziała, by ją zastrzelili, ale bez wiary, że to zrobią.

Obie ręce położyła na oczach, żeby już nic nie widzieć.

Policjanci jeszcze wahali się, co mają robić. Jeden namawiał drugiego.

Tamten odrzekł:

- To ty sam.

Ale usłyszała głos tego młodego:

- No to dawaj pan mnie...

Drożyli się jeszcze i spierali. Spod uchylonej powieki zobaczyła, jak

policjant wyjął rewolwer z futerału i podał nieznajomemu.

Ludzie, małą grupką stojący dalej, wiedzieli, że nachylił się nad nią.

Usłyszeli strzał i odwrócili się ze zgorszeniem.

- Już mogli lepiej wezwać kogo, a nie tak. Jak tego psa.

Gdy zrobiło się ciemno, wyszło z lasu dwóch ludzi, żeby ją zabrać. Z trudem

odnaleźli to miejsce. Myśleli, że śpi. Ale gdy jeden wziął ją pod plecy,

zrozumiał od razu, że na do czynienia z trupem.

Leżała tam jeszcze całą noc i poranek. Aż przed południem przyszedł sołtys

z ludźmi i kazał ją zabrać i zagrzebać razem z tamtymi dwoma, zabitymi przy

torze kolejowym.

- Ale dlaczego on do niej strzelił, to nie jest jasne - mówił opowiadający.

- Tego nie mogę zrozumieć. Właśnie o nim można było myśleć, że mu jej żal...